
Życie w zgodzie ze sobą i z rzeczywistością, to nie lada wyzwanie. To zadanie, które wymaga refleksji i zaangażowania. To jest proces i badanie siebie – czy to, co robię, to jest to, co w tej chwili naprawdę mnie uszczęśliwia i prowadzi mnie tam, gdzie chcę dotrzeć? Czy tego potrzebuję? Czy tu, gdzie jestem teraz, czuję się dobrze? To na początek wystarczy. Gdy zadamy sobie te pytania, odpowiedzi od razu się pojawią. Ale… tuż za nimi pojawią się również takie myśli i emocje, które tamtym zaprzeczą albo w jakiś sposób spowodują, że te pierwsze staną się nieistotne.
Po czym poznać, że jesteśmy na właściwej drodze?
Jeśli jesteśmy na właściwej drodze, to czujemy przepływ, pojawiają się odpowiedni ludzie i okoliczności. Czujemy się zdrowi i witalni, nie mamy kłopotów z zasypianiem, budzimy się i wstajemy z ochotą, zajmujemy się swoją pracą, pasją, a potem wracamy do domu z chęcią i radością. I nie chodzi o to żeby nie było problemów. Chodzi o to żeby podejmować wyzwania, szukać i wdrażać różne rozwiązania. To wszystko wymaga jednak energii, która jest największym kapitałem człowieka. Bez niej nie ma jasności umysłu ani siły do działania, przeprowadzania koniecznych zmian i rozwoju. Jeśli jesteśmy już w coś zaangażowani, to nasza energia jest tam ulokowana i nawet jeśli to, co byłoby dla nas lepsze, pojawi się tuż obok, to tego nie zauważymy, nie poczujemy, ani nie usłyszymy. A nawet, jeśli coś nas poruszy, to szybko to zbagatelizujemy i wrócimy na znane tory. Dlaczego? Bo, to w czym jesteśmy jest znane, oswojone, a często nawet lubiane. Ale to jest pułapka. To lubienie ma swój podstępny urok. A ten urok polega na tym, że ono nami rządzi. To ono ma wtedy nas, a nie my to mamy. Jesteśmy niewolnikami swojego pana i władcy, jakim jest stan, w którym tkwimy, bo się do niego przyzwyczailiśmy, ale on nas wyraźnie ogranicza, umacnia w patologii, niszczy coraz bardziej i unieszczęśliwia. Tak, nawet swoje nieszczęście można niestety polubić…
Po czym poznać, że warto coś zmienić?
Kiedy jesteśmy na niewłaściwej drodze albo w jakimś nieodpowiednim miejscu, to cierpimy, w mniejszy lub większy sposób. I nie chodzi tu tylko o cierpienie duszy, które dla wielu osób jest jakąś abstrakcją. Cierpienie można rozpoznać również inaczej. Można sprawdzić, czy cierpi ciało, uczucia, dom, praca, relacje… Można przyjrzeć się sobie i różnym sferom swojego życia i zobaczyć, gdzie jest OK., a gdzie jest jakiś ból, blokada, zastój, spadek, czy jakaś inna trudność. Jeśli coś takiego istnieje, to warto przyjrzeć się temu bliżej. Bo, jeśli już zaczęły się jakieś niekorzystne procesy, to one same nie znikną. Warto zacząć zmiany wtedy, gdy jeszcze nie jest za późno, gdy jeszcze jest w nas energia, a to co dzieje się w naszym życiu nie przytłacza nas zbyt mocno. Gdy jesteśmy na niewłaściwej drodze, to pojawiają się różne znaki. A to spotykamy kogoś, kto zwraca nam na coś uwagę. A to zauważamy lub słyszymy jakąś informację, która nas porusza. A to oglądamy film, czytamy książkę, czy znajdujemy się gdzieś przez „przypadek”. To są takie łagodne sygnały do zmiany. Kiedy się ich nie dostrzega, to pojawiają się inne, z czasem coraz bardziej dotkliwe. A cierpienie rośnie i pochłania coraz więcej energii witalnej.
Warto coś zmienić, gdy tęsknimy za, a raczej do czegoś lub kogoś. I nie chodzi tu o konkretną osobę, czy miejsce. Chodzi o stan, jakość doświadczania życia, która, na przykład, pociąga nas u innych ludzi albo dotyczy czegoś, co już miało miejsce w naszym życiu. Warto to zbadać. Warto za tym pójść, sprawdzić, spróbować, ale ślepo nikogo nie naśladować, czy kopiować. Warto poszukać w tym inspiracji dla siebie. Sprawdzić, jaka potrzeba za tym stoi. A potem zastanowić się nad tym, jak można byłoby ją zaspokoić.
Cierpienie zwykle dotyczy czegoś starego, czegoś, co trzyma nas jeszcze w przeszłości. To może być jakieś stare doświadczenie, przyzwyczajenie, czy przekonanie. To może być jakiś stary program, który „odpala” w człowieku trudne myśli, emocje i zachowania, pochłaniając energię, która mogłaby być spożytkowana inaczej.
Tęsknota, o której teraz piszę ma inny kierunek. Ta tęsknota „patrzy” w przyszłość. Ona otwiera człowieka na nowe doświadczenia i jest jak drogowskaz, wskazujący kierunek, który warto zbadać. Ta tęsknota otwiera coś nowego, poszerza horyzonty, wskazuje pomysły i rozwiązania.
Warto zająć się i jednym i drugim, i cierpieniem i tęsknotą. Bo one zwykle idą ze sobą w parze i często zlewają się ze sobą. Jednak, gdy uda nam się je rozdzielić i popatrzeć na nie z dystansu, to już zrobimy dla siebie coś, co może przybliżyć nas do jakiejś zmiany na lepsze. A co potem?
Zatrzymaj się, wsłuchaj się w siebie i rozejrzyj się uważnie dookoła, a prędzej czy później znajdziesz odpowiedzi…
fot. wallpaper


